Zajęcie mostu na rzece Upa
18 listopada 1941 r. podporucznik Storck z 3 dywizji pancernej z plutonem saperów kompanii sztabowej 294
pułku strzelców dokonał znowu mistrzowskiego czynu. Wypadem bojowym zajął most kolejowy na rzece Upa, na południowy wschód od
Tuły. Tym razem Storck, specjalista od mostów, wymyślił osobliwy podstęp.
Główna linia bojowa przebiegała siedem kilometrów na południe od mostu. 7000 metrów! W warunkach zamarzniętego, równinnego
terenu nie było żadnej możliwości skrytego podejścia pod most, a potem zawładnięcia nim metodą błyskawicznego ataku. Ponieważ
Rosjanie, podobnie jak Niemcy, z powodu zimna trzymali się nocą miejsc zabudowanych, Storck liczył na cienką linię
ubezpieczeń, przez którą będzie można przeniknąć po zapadnięciu ciemności.
Jak pomyślano, tak i zrobiono. Grupa szturmowa w składzie dziewiętnastu ludzi z trzema karabinami maszynowymi prześlizgnęła
się według kompasu, przez noc i przez Rosjan. Wczesnym świtem stali 500 metrów od mostu. Teraz zaczęła się druga część planu.
Storck, kapral Strucken i starszy szeregowy Beyle udawali wziętych do niewoli Niemców. Pistolety i jajowate granaty ręczne
poszły do kieszeni płaszczy. Dwaj Ukraińcy, Wasyl i Jakub, którzy już od miesięcy byli w plutonie saperskim, wzięli na ramię
karabiny, ich rosyjskie płaszcze i furażerki nadawały im pożądany wygląd. Gadając głośno po rosyjsku, prowadili trzech
"jeńców" w kierunku mostu, podczas gdy sierżant Heyeres i jego ludzie czekali.
Pierwsza rosyjska warta mostowa w składzie czterech ludzi leżała w dwóch dołkach strzeleckich i spała. Walka trwała tylko
sekundy i nie było żadnego hałasu.
Teraz ta piątka pomaszerowała na most długości osiemdziesięciu metrów. Było słychać ich kroki. Wasyl i Jakub, głośno
rozmawiając, wspaniale grali swoją rolę. Już dwie trzecie mostu mieli za sobą. Wtem po drugiej stronie oderwał się cień.
Wartownik wyszedł im naprzeciw. "Dobrze, że idzie - powiedział Wasyl głośno - jesteśmy z sąsiedniego odcinka, ale na pewno
odbierze od nas tych faszystów".
Zanim Rosjanin zdążył nabrać podejrzeń, było już za późno. Ale drugi wartownik na końcu mostu rozglądał się uważnie. I kiedy
podeszli, zawołał na nich, zorientował się, skoczył z grobli do ukrycia i wszczął alarm. Za późno!
Storck odpalił dwie białe rakiety sygnalizacyjne. Sierżant Heyeres był ze swoimi karabinami maszynowymi na moście i strzelał,
ile się dało. Beyle i Strucken rzucili granaty ręczne w kierunku bunkra ziemnego warty mostowej. Sowieci, wytaczali się na
zewnątrz pijani snem i podnosili ręce: 87 jeńców, 5 km, 2 ciężkie działa ppanc, 3 granatniki i nietknięty most do dalszego
marszu - oto zdobycz. Podstęp i odwaga garstki ludzi przyczyniły się do tego sukcesu, który wart był zwycięskiej bitwy.
(Źródło: Paul Carell "Operacja Barbarossa" wydawnictwo Bellona 2000, str 180 - 181)
![[Rozmiar: 4334 bajtów]](end_scherelew.gif)
|