Pionierzy przeciw minom - Łuk Kurski 1943
Poniższe fragmenty pochodzą z książki "Spalona Ziemia" autorstwa Paula Carella, wydanej w Polsce przez wydawnictwo "Bellona" (str 21-22 oraz strona 29) w tłumaczeniu Kazimierza Szarskiego.
Oddział złożony z Włochów i niemieckich pionierów przemieszcza się pod osłoną "Tygrysa". Widoczna tyczka ładunku przedłużonego i torby na granaty. Łuk Kurski 1943 r.
Rozminowywanie nocą
Przygotowania do operacji "Cytadela". Saperom polecono już na parę dni przed terminem ataku (5 lipca 1943) przygotować zamaskowane przejścia w polach minowych m.in. w rejonie wzgórz między Biełgorodem a Rakitnoje - czego konkretnie dotyczy przytoczony fragment:
Jest duszno. Noc 3 lipca [1943 - przyp. Stege] opada na tereny pomiędzy Dońcem a Desną. Godzina 21.50: z ziemi niczyjej idą w górę rosyjskie rakiety oświetlające. Szczeka jakiś karabin maszynowy. W martwej strefie znajdują się silne niemieckie patrole rozpoznawcze. 2 kompania saperów z "Grossdeutschland" ma w tym terenie dziesięcioosobową drużynę rozminowującą. Saperzy mają wykonać i oznaczyć przejścia w polu minowym. Niewdzięczne zadanie! Wykrywaczy min nie można wykorzystać, gdyż ziemia po poprzednich walkach jest przepełniona żelastwem i aparaty ciągle brzęczą.
Tak więc ta ukryta w ziemi, podstępna śmierć, musi być wyszukana po omacku, prętem drucianym. Potem ręcznie wykopana. Rozbrojona. Usunięta na bok. I dalej!
Pada deszcz. Jest ciemno. Każdy fałszywy krok oznacza śmierć lub kalectwo. Każdy chwyt ręką to ocieranie się o wieczność.
Ci saperzy to żołnierze działający w cieniu. Cisi bohaterowie, dla których wojna to przede wszystkim pot, ale także - nazbyt często - krew.
Ta dziesięcioosobowa drużyna zbiera w ciągu nocy z 3 na 4 lipca na wzgórzach pod Butowem 2700 min. 2700 min w ciągu pięciu bardzo ciemnych godzin nocnych. To jest jedna mina na minutę na jednego człowieka! I ani jedna nie eksplodowała!
Po powrocie na stanowiska, śmiertelnie zmęczeni, zapadają w letargiczny sen. Tym czasem porucznik Balletshofer nanosi rozminowane przejścia na mapę. Łącznik pędzi z tym do batalionu.
Rozminowywanie przy wsparciu czołgów pod wrogim ostrzałem
na samym początku operacji "Cytadela":
31 dywizja piechoty generała Hossbacha, która jako znak taktyczny nosiła lwa brunszwickiego, miała więcej szczęścia. W odległości kilkuset metrów od przedniego skraju radzieckiej obrony, w terenie równym jak deska i pozbawionym osłony, 31 batalion saperów z Hoexter wytyczał w polu minowym szerokie uliczki dla stojących w gotowości do ataku czołgów typu Tygrys.
Tygrysy, aby trzymać nieprzyjaciela w szachu, młóciły pozycje rosyjskie z armat kalibru 88 mm, śląc pocisk za pociskiem. Mimo to dla saperów była to piekielna robota.
Rosjanie strzelali z moździerzy ustawionych w niskich okopach, które były poza zasięgiem płaskotorowych armat czołgowych. Był to nierówny pojedynek. Rachunek płacili saperzy. Dowódca 2 kompanii i dwaj kolejni dowódcy plutonów polegli już w pierwszych minutach. Mimo to saperzy utorowali drogę Tygrysom.
Ręka nie mogła drżeć. Nerwy zawodzić. Ostrożnie, bardzo ostrożnie, każdą minę przeciwczołgową najpierw trzeba było lekko odsłonić, gdyż często były one podstępnie za pomocą kawałka drutu dodatkowo zabezpieczone przed podnoszeniem.
Grupy posuwały się naprzód, metr po metrze: rozgarnąć ziemię, wygrzebać, podnieść. Rozbroić zapalnik. Usunąć na bok to diabelskie żelastwo! Granaty radzieckich moździerzy wybuchały wśród saperów. Nad ich głowami strzelały ogłuszająco 88-milimetrowe armaty Tygrysów. Wreszcie, po dwóch godzinach, przebrnęli przez pole minowe. Obok nich przesuwały się giganty pancerne z silnikiem o mocy 700 KM i prawie niemożliwym do przebicia 102-milimetrowym opancerzeniem czołowym. Kapral Willers skinął na swoją grupę:
- Saperzy idą, aż do pierwszych okopów rosyjskich.
Saperzy Willersa włączają się do plutonów grenadierów, którzy pod ogniem nieprzyjacielskim, skuleni, posuwają się obok Tygrysów i za nimi. Są to grupy szturmowe 3 batalionu 17 pułku grenadierów, Strzelcy Goslarscy.
Tyraliery strzelców weszły w wysokie zboże obok przejść w polu minowym. Willers zawraca je krzykiem. Te pola też były pełne min: małych min pudełkowych - na prętach montowany był ładunek wybuchowy i mina przeciwpiechotna.
Rosjanie położyli te miny już wiosną. Teraz te diabelskie zabawki, porośnięte żytem, były niewidoczne. Nie do rozpoznania były także cienkie skrzyżowane druty, których poruszenie powodowało uruchomienie zapalnika miny.
Nawet na polach z koniczyną wysoką do kolan, po których posuwały się skokami inne tyraliery strzelców, wybuchały zdradzieckie miny w obudowie drewnianej: gęsto porosła koniczyna podniosła te malutkie pudełka z ziemi. Biada temu piechurowi, który zetknął się z takim "pudełkiem cygarów" i uruchomił zapalnik na
pokrywie!
|