Opis zajęcia żelaznego mostu kolejowego pod Brześciem, 3.15 rano 22 czerwca 1941.
"Podporucznik Zumpe z 3 kompanii 135 pułku piechoty śledził wskazówkę zegara, aż do ostatniej sekundy. Dokładnie z pierwszym gromem artylerii wyskoczył z rowu koło nasypu kolejowego: "NAPRZÓD", wołał do ludzi swojego oddziału uderzeniowego. "NAPRZÓD" Z trawy podniosły się stalowe hełmy. Żołnierze wpadali na most jak podczas biegu na 100 metrów. Podporucznik na czele. Obok opuszczonego nimieckiego domku celnego. Ogień dział zagłuszył łoskot ich biegu po drewnianej nawierzchni. Przytuleni z prawej i lewej strony do konstrukcji mostowej, gnali na drugą stronę. Ciągle ze strachem w głowie: "Pójdzie most w powietrze czy nie?" Nie! Wartownik za domkiem drewnianym po stronie rosyjskiej ze swojego pistoletu maszynowego oddał jedną jedyną serię. Potem upadł do przodu,
Ale oto zaczął terkotać km wartowni mostowej. Jednakże o tym też pomyślano. Lekki km szeregowego Holzera posypał w stronę ukrytego Iwana. Jak para cieni podeszła grupa minerska z 1 kompanii 81 batalionu saperów przydzielona Zumpemu. Jeden wybuch. Płomień i dym. Koniec.
Ludzie Zumpego pędzili obok rozbitego schronu. Rzucili się na prawo i na lewo od mostu przy nasypie kolejowym, z tyłu ich km. Podporucznik i saperzy pobiegli z powrotem na most. Na środkowym filarze był założony ładunek wybuchowy. Precz z nim! Filar przeszukany, czy jeszcze gdzieś jakieś diabelskie jajo nie zostało ukryte. Nie ma! Zumpe nasunął zieloną przesłonę na swojej latarce. Zielone światło. Kiwał latarką jak dyżurny ruchu na drugą, niemiecką stronę. Most wolny! I już pędzi przez most pierwszy zwiadowczy transporter opancerzony..."
|